Parkowe randevu…

Wieczorny spacer parkowym traktem,

snuje się para (on ją przytula),

słuchają cichych odgłosów pszczoły,

która powraca do swego ula.

Słuchają liści, rozmowy z wiatrem,

cykady, która skrzypce nastraja,

dziś pokaz da im swej wirtuozi,

jutro bisować będzie przy gajach.

 

Kąpią się w łuny srebrnej księżyca,

słowa szeptane jego ustami,

a ona spija je delikatnie,

malinowymi swymi wargami.

Park zaś upaja się ich uczuciem

i gładzi trawnik własny jak brodę

i nawet strumyk zmniejszył swą stróżkę,

będzie przez dywan z mchu cedził wodę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *