Wybrani z tłumu

Miasto spowite w porannej ciszy,
czasem przebiegnie jakiś kot bury,
a muszę dodać, że to poranek
poniedziałkowy, zatem ponury.
Czemu ponury, bo koniec laby,
niedzielnej siesty całodobowej
i w kuchni tylko resztki zostały
z babki przepysznej marcepanowej.
Do tego szarość chmurnego nieba,
jesień już siedzi miesiąc na tronie
i ciepły kaptur na ciężkiej głowie,
w kieszenie mocno wciśnięte dłonie.

Ech, jednak dobrze, że poniedziałek,
bo znów koledzy, kłopotów masa;
to przywileje są wąskiej grupy,
z łóżka się zwlekła robocza klasa.
Cała zaś masa wolnych bez chcenia,
idzie po kawę leniwym krokiem,
patrząc na tamtych z łzą na policzku,
zatartym chustką jesiennym okiem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *