Opowieść wigilijna wg. Karola Dikensa

Kiedy Wigilia nastaje, to ludzie się zmieniają i to co dla nich przykre za progiem zostawiają. Jest tylko jeden raz w roku przez wszystkich obchodzona; oczekiwana z zachwytem i bardzo upragniona. Żaden dzień w całym roku nie daje tyle radości jak ten, w którym w naszych domostwach maleńki Jezus zagości. Taki właśnie pan Dikens czas […]

= O kaczce, kaczorze i leśnym strumyku =

Wijąc się swoją wstążką wąziutką  strumyk podmywał kaczusi udko, a ona piórkiem falę głaskała, tak, że aż woda w korycie drżała. Tak się bawili w uroczych pluskach, on ją po kuprze łagodnie chlustał, ona zaś dzióbek w nim zanurzała, tak, że aż fala dęba stawała.   Bawiliby się tak do wieczora,  aż kaczor wrócił z […]

Prośba poetki…

Chwalę majestat Twój poprzez słowa, pokłon Ci składam w liter szeregu, kiedy na moment siadam przy biurku, wyrwana z objęć bytu, co w biegu ciągle swym dzionki całe i noce, aby uzbierać na kromkę chleba, popatrz dziś na mnie Panie Niebieski, okiem Ojcowskim z wyżyny nieba. Daj swego wsparcia, siły, porady, błogosławieństwa i mocy Ducha, […]

Dobowy rytuał…

Wkracza powoli w aleję parku, snuje się jako dym z papierosa, kładzie swe ciało na miękkiej darni, którą okrywa swym trenem rosa. Leży w miękkości ździebełek trawy, jak w pałacowym sułtana łożu, pławiąc się przy tym rozkosznie ciszą, podobną fali zefiru w zbożu. Niebo też odzież skwapliwie zmienia, wkłada bonżurkę w barwach szarości, owa wizyta, […]

Wieczorna wizyta…

Wkracza powoli w aleję parku, snuje się jako dym z papierosa, kładzie swe ciało na miękkiej darni, którą okrywa swym trenem rosa.   Leży w miękkości ździebełek trawy, jak w pałacowym sułtana łożu, pławiąc się przy tym rozkosznie ciszą, podobną  fali zefiru w zbożu.   Niebo też odzież skwapliwie zmienia, wkłada bonżurkę w barwach szarości, […]

Biały świat…

Cisza twa zimna, ale puszysta, zgrabnie opada każda jej nuta i już po chwili połać osnuta jest twą potęgą; jakby na drutach dziergane całe pola i łąki w paczworki barwy w stu kolorytach, cała kraina tonie w materii siły, co w tobie siedzi spowita. Mróz do jeziora sunie w takt wiatru, aby uczynić cud z […]

Kwadratura koła…

Kwadratura koła, czyż nią nie jest życie, bytność, gdzie co chwilę na kanty wpadamy, a i często sami, nawet w błahych sprawach, skrzętnie je w kosteczkę sami układamy.   Niby koło życia, a załamań tyle, zakrętów badanych organoleptycznie, czasem się zdarzają nam w sferze duchowej, ale jednak częściej realno-fizycznie.   W kole wirujemy, lecz często […]

Piwowar…

Tak trudno pogodzić się z losem, gdy daje nam swe scenariusze, czasem są one jak łuki dalekosiężne lub kusze, jednak najczęściej podkłada, coś na kształt procy z kamieniem, a to przynosi rozterki i ciągłe niepowodzenie. Nigdy nie zerknie na karty, przez nasze myśli spisane, często jak super scenopis na tacy prawie podane, wciąż tylko jego […]

Sasiedzi z ulicy Rocznej…

Żyła w jednym domu kolegów gromadka, była to na kurzej nóżce mała chatka, stały w niej pokoje, po sześć z każdej strony, by swobodnie mogły gadać panów żony. I zawsze w potrzebie sobie pomagali, dobry sąsiad w domu, to dzisiaj się chwali, gdyż każdy z kamratów inny fach posiada i swoje usługi drugiemu przedkłada.   […]

Nocna mgła…

Niby gęstwa garncarska, w krajobrazu foremce, wciska się swoim ciałem puszystym i oblepia ją całą, zamazując kształt ciałem, mleczno szarym i pół przezroczystym. Swą gęstością matuje, każdy szczegół najmniejszy, zjawy tworzy z szat swych woalowych, stoją one przy szosach, zapadlinach, urwiskach, każda z nich jako jeździec bezgłowy.   Inne znów lewitują, gdyż w niej nogi […]