Biały świat…

Cisza twa zimna, ale puszysta, zgrabnie opada każda jej nuta
i już po chwili połać osnuta jest twą potęgą; jakby na drutach
dziergane całe pola i łąki w paczworki barwy w stu kolorytach,
cała kraina tonie w materii siły, co w tobie siedzi spowita.

Mróz do jeziora sunie w takt wiatru, aby uczynić cud z tafli wody,
będzie podziwiać w lustrze srebrzystym śnieżysto – białą gładź twej urody,
otulisz swoim grubym woalem, jak dama lisem nagich drzew szyje,
nim wiatr welony zamieci śnieżnej, jak tuman piachu pod niebo wzbije.

Targana wichrem w mocy lodowej, rozrzucisz sople pod dachy, strzechy,
zamrozisz wszystkie mroczne uczynki, zwady, niesnaski i drobne grzechy,
oko podkreślisz dymem z komina, rzucisz na usta jedną z barw słońca
i będziesz w szumie ciszy swej zimnej, chłonąć minuty dnia tego końca.

Nocą zaś w lekkiej poświacie Luny, przyjmiesz odcienie wszelkiej szarości,
która odbijać będzie jej bladość fioletem w ferii ostrej szklistości;
prawie bez wietrznie, gdyż wiatr z demonem znajdą sen w swoim starym kominie,
który pod cienką warstwą lodową wąziutką stróżką potoku spłynie.

Z szumem uniesie się i zapuka w progi komina, aby zasnęli,
a ty wciąż będziesz sypać z rąk zimnych puszyste kwiaty śnieżystej bieli,
zaś wczesnym świtem pomalujecie wraz z mrozem szyby w łąki matowe;
my otulimy mufkami dłonie i osłonimy czapami głowę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *