= O kaczce, kaczorze i leśnym strumyku =

Wijąc się swoją wstążką wąziutką  strumyk podmywał kaczusi udko,

a ona piórkiem falę głaskała, tak, że aż woda w korycie drżała.

Tak się bawili w uroczych pluskach, on ją po kuprze łagodnie chlustał,

ona zaś dzióbek w nim zanurzała, tak, że aż fala dęba stawała.

 

Bawiliby się tak do wieczora,  aż kaczor wrócił z tafli jeziora

i zoczył, co też kaczka wyczynia:- Toż z mojej lubej jest zwykła świnia,

jak ona może tak się kokosić i piórka swoje w górę podnosić.

Toż jest potworność, tak nie wypada, kochana moja, toż zwykła zdrada,

żeby z strumieniem takowe rzeczy; wszystko widziałem, więc nie zaprzeczysz.

 

Kaczka się z wody wygramoliła: – Prąd porywisty wody, to siła,

która umyła kuper mój cały, bo mnie biedronki w krzakach osrały,

a że się fala w pionie trzymała; toż strumyk w końcu, a chłop nie skała…

- i dumnie przy tym dzióbek uniosła – Aleś kochany wyszedł na osła.

Strumyk zaś długo fale swe gładził, biedny z swym prądem często się wadził,

bo mu co chwila fala stawała, jak jakaś kaczka w nim się pluskała.

 

- A jak do wody pan kaczor wchodził i w niej jak żaba po kostki brodził,

to czy się  woda także burzyła, czy wąską stróżką ledwie sączyła?

Wtedy się wody wolno sączyły, jakby swój wigor całkiem spławiły,

do tego były nadzwyczaj płytkie, gdyż męskie kostki są całkiem brzydkie,

a przy tym można o coś zahaczyć, lepiej się wodzie wtedy ślimaczyć.

W końcu to strumień w nim samcza siła, ona się zawsze będzie tuliła

do kaczych kuprów w żeńskiej postaci, chyba że w leśnej gęstej połaci,

inny potoczek puści swe wody i wpłynie w jego mokre zagrody…

życie nie bajka, lecz w leśną głuszę, niech chowa takie swe scenariusze.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *